Kiedy szykowalam sie do wyjscia, siedzial juz nad moim brulionem. Po raz pierwszy od czasu naszej znajomosci Wojtek oficjalnie przyznal, ze wie o wszystkim. Od dawna bylem przekonany, ze wie, ale dopiero tym pytaniem wyjasnil rzecz ostatecznie. Slyszalam, ze cos mowila, slyszalam oddalajace siej kroki. Ala wrocila do domu pod koniec lutego, ciagle jeszcze bardzo slaba, z noga uwieziona w gipsie. W sobote rano z obojetna mina zakomunikowalam Marcinowi: - Chcialabym, zebys przyszedl do mnie jutro o piatej!
|
|
|
Sklep internetowy meblościanki, stoły bilardowe.
Sklep internetowy meblościanki robione na wymiar ponad 13 ropdzajów szuka odbiorców. Oferujemy również meble szkolne meble nietypowe komody Sprawdz nas.Moroni K
Kupie meble ogrodowe w Libiazie
Kupie meble ogrodowe w cenie 300zł. olcha maja być Zabytkowe.Oferty meble ogrodowe prose wysylac na Skarżyński@wp.pl
Kupie meble pokojowe w Staszowie
Kupie meble pokojowe w cenie 600zł. dąb maja być Ręcznie robione.Oferty meble pokojowe prose wysylac na Romański@wp.pl
...1...
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
| ||
|
|
||
|
Odpedzal pokuse snu, podobnie jak smiertelnie znuzony wedrowiec przelamuje sennosc w obliczu niebezpieczenstwa. Coz z tego, ze cialo omdlewa ze zmeczenia, glowa ciazy, a powieki same bezsilnie opadaja? Trzeba wiedziec, kiedy mozna, kiedy wolno spac. Pozornie tak latwo jest wymknac sie nieprzyjacielowi. Zdawaloby sie: mozna go zwiesc, zmylic slad. Pomiedzy wieczorem a najblizszym rankiem jakiz rozlegly lezy czas! Kazdy krok u poczatku wyznacza inna droge. Tysiac sciezek biegnie w glab nocy, niknacych, gdy swit zedrze ciemnosci. Ale na kazdej wrog jest przy nas, cierpliwie, krok za krokiem dazac po naszym tropie. Spojrzec mu prosto w oczy, nie zadrzec, nie ugiac sie przed jego zdobywcza sila, to jedno moze ocalic. Ale jak wydrzec z siebie zlo, ktore w nas czai sie zawsze wyczekujace, zawsze gotowe do skoku? Jak pochwycic wroga, ktory jest w naszej krwi i w naszych myslach?
Ksiadz Siechen kleczal, skrzyzowane ramiona wsparlszy o niski stolek. Pochylil glowe. Mial wrazenie, jakby mu barki ogromny ciezar przygniotl.
Gdy zapada noc taka, jak dzisiaj, bez granic, wydaje sie, ze zlo calego swiata scieka w serce czuwajacego. Dokola, na bezmiernych obszarach, w niskich chatach wiejskich i dalej, w ludowych kamienicach uciszonych miast spia ludzie zmordowani dniem. Bezbronny tlum. latwa zdobycz. Ktoz spi snem sprawiedliwego? Dlonie, ktore jeszcze przed chwila chciwie siegaly po rozpuste i zysk, dygoca teraz niespokojnie, jak plomien przygnieciony popiolem. Nagie ciala dysza goraczkowo. Zwarte usta skryly klamstwa i kuszace podszepty, powieki zamknely popelnione i przyszle zbrodnie. Gdziez sa mury mierzone trzcina zlota?
Wiatr szarpnal otwartym oknem. Okiennica uderzyla o szybe. Chlusnal deszcz.
Ale proboszcz nie poruszyl sie. Kiedy ocknal sie z omdlenia i otworzyl oczy, wydalo mu sie, ze jest w wiezieniu. Mial wrazenie, ze lezy na twardej pryczy, w ciasnej i niskiej celi, w glebi wyraznie zarysowalo sie male, okratowane okno.
Nie zaniepokoil sie tym odkryciem. "Jest noc" - pomyslal tylko. Nawet go to nie zainteresowalo, w jaki sie tu sposob dostal. Zamknal z powrotem powieki i tak lezal dluzsza chwile.
Dopiero szum wiatru i glosy uswiadomily mu pomylke. Od razu przypomnial sobie miniona godzine, wszystko az do ostatniego blysku przytomnosci. Coz za historia! Leki, widziadla, urojone rozmowy, goraczkowa maligna, stek chorobliwych bredni. Stwierdzal to jednak obojetnie, bez wzruszenia, jakby w tym wszystkim nie bral bezposredniego udzialu, lecz pozostawal z daleka w roli widza.
Czul sie zreszta teraz znacznie lepiej. Gdy usiadl, nie zakrecilo mu sie w glowie, minal rowniez meczacy bezwlad ciala, ktore chociaz dalekie od sprezystosci, pozwalalo juz przeciez soba kierowac. Pierwszych kilka ruchow wykonal sztywno i niepewnie, jakby byl manekinem. Jeszcze nie dowierzal. Ale gdy wyprostowal sie i stanal na nogach, wstapila w niego otucha. Nie bez zlosliwej uciechy pomyslal o policjantach, ktorych tak zrecznie umial pozostawic poza soba. Wrocila mu i sprawnosc myslenia. Orientujac sie wedlug przebytej drogi, mogl przypuscic, iz wedlug wszelkiego prawdopodobienstwa znajdowal sie gdzies w okolicy Wolkowyska. Przedostania sie do miasta wolal nie ryzykowac. Zaspokoic glod- to bylo obecnie najwazniejsze. Nie czekajac na swit, postanowil natychmiast, korzystajac z oslony nocy, wyruszyc na poszukiwanie jakiejs wsi. Byl pewny, ze instynkt go nie omyli i dobrze poprowadzi.
Wygramolil sie z szalasu i poszedl w kierunku, w ktorym uczynil pierwszy krok. Przyzwyczajony do czestego przebywania w ciemnosciach, szybko oswoil sie z terenem. Po zapachu mokradel domyslil sie, ze idzie wzdluz rzeki. Bor sosnowy w tym miejscu byl wysoki i gesty, lecz brak krzakow ulatwial posuwanie sie naprzod. Juz po paru minutach Morawiec odroznial ciezkie i twardo mrok zlobiace cienie pni. Wymijal je pewnie, ozywiony ruchem szedl coraz szybciej, ostry wiatr siekl go po twarzy, nie czul jednak chlodu. Bylo mu lekko, prawie radosnie. Wsrod tego wewnetrznego upojenia tracil chwilami swiadomosc, iz znajduje sie w lesie. Wysokie szumy ogromnymi wodospadami raz po raz splywaly na ziemie, i oto, jakby zaplodnione tym ozywczym deszczem, wyrastaly nagle pod nogami puszyste trawy, wolna przestrzen lak otwierala sie dokola, wiatr nastrajal cialo pospiesznym i szerokim oddechem. Wydalo sie Morawcowi, iz tylko patrzec, a gwaltowniejszy podmuch splynie snopem swiatla, rozewrze w gorze ciemnosci i wielkie niebo nocy wstanie wysoko, pelne gwiazd wirujacych bezszelestnie: obszar bezkresny, pod ktorego bezpieczna oslona uspiona noc wolno toczy swoje pola, miasta, lasy i rzeki. Kilka razy zawadzal o wystajace korzenie, tracil rownowage, lecz machinalnie wyprostowywal sie i szedl dalej nie zauwazajac nawet potkniec. Coraz wyrazniej zdawal sobie sprawe, ze musi sie spieszyc i ani na chwile nie wolno mu zatrzymac sie i odpoczac. Mial niejasna, lecz uporczywa pewnosc, ze gdyby teraz przystanal - natychmiast wszystko by sie odmienilo. Znajdowal sie w stanie podobnym do marzenia polsennego, kiedy przezywa sie powiewne obrazy pelne napiecia nerwow, lecz wie sie jednoczesnie, iz obok, jakby o krok, stoi i czeka inna rzeczywistosc i tylko nieznaczny ruch wystarczy nieuwaznie w jej kierunku uczynic, aby jak wirom rzeki pozwolic sie jej wciagnac. Poczal go ogarniac niepokoj. Bylo mu coraz gorecej, palto zapiete pod szyje utrudnialo oddech. Rozpial je wiec, odwinal szalik, czapke zsunal z czola.
Nagle poczul, ze grunt pod nogami staje sie miekki.
|
||